Czasem jeden pomysł na nową metodę produkcji może zmienić utarty kierunek projektowania. 

Polski projektant Jan Drost zajmował się w latach 60. przygotowaniem nowoczesnej linii produkcyjnej w Hucie Szkła Ząbkowice. Wymyślał rozwiązania technologiczne usprawniające wytłaczanie wzorów w “prasówce” czyli szkle prasowanym. Jego wynalazkiem były tak zwane formy otwarte. Dzięki nim naczynia mogły mieć nieregularne krawędzi oraz abstrakcyjne faktury np muszki lub kory drzewa. Te ostatnie szczególnie upodobała sobie jego żona Eryka Trzewik-Drost, która pracowała razem z mężem prawie 40 lat w jednej fabryce. Stworzyła kilka serii naczyń o awangardowych wzorach, które trafiły na wiele polskich stołów – może nawet na stół TWOJEJ babci.

Patenty, które Janowi Drostowi udało się uzyskać na swoje metody produkcji naczyń ze szkła prasowanego są wykorzystywane do dzisiaj na całym świecie. Miłość do tego materiału wyniósł z terenów powojennego Wrocławia. W tamtych czasach to było jedno z najciekawszych miejsc pod względem kształcenia artystów i projektantów.

W drugiej połowie lat 40., tematem numer jeden w stolicy dzisiejszego województwa dolnośląskiego było odniemczanie. Przyznano na to środki z budżetu centralnego w wysokości 113 mln złotych. Zbudowano prowizoryczną kolej, którą wywożono gruz z centrum, malowano fasady, porządkowano place, usuwano wszelkie szyldy i znaki poniemieckie, nieraz na oślep niszcząc wielowiekowe zabytki. Atmosfera porządkowania była o tyle silniejsza, że przestrzeń miejska miała posłużyć za scenerię dla dużej ekspozycji – pierwszej urządzonej z rozmachem po odzyskaniu niepodległości.

„Wystawa Ziem Odzyskanych” (1948) przeszła do historii jako jedna z najważniejszych wystaw polskiej plastyki powojennej. Norman Davis pisał o niej, że było to połączenie wesołego miasteczka z potężną dawką propagandy. Przygotowania do ekspozycji ściągnęły do Wrocławia śmietankę polskich twórców. Wśród nich byli: Xawiery Dunikowski, bracia Zamecznik, Henryk Tomaszewski czy Władysław Strzemiński. Część z zaproszonych osiadła we Wrocławiu na stałe. Wprawdzie rok po WZO wprowadzono doktrynę socrealizmu, fundamenty pod prężnie działające środowisko artystyczne już powstały.

Pełnego obrazu ówczesnego Wrocławia dopełnia zjawisko nazywane przez historyków sztuki wrocławską szkołą szkła. Jego kluczową postacią był Stanisław Dawski, który od 1946 roku współtworzył Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Drostowie byli w gronie jego pierwszych wychowanków.

   

Podejście Jana i Eryki Drostów do siermiężnego materiału „prasówki”, było pozbawione kompleksów. Materiał, w którym pracowali był od chwili powstania uważany za tworzywo drugiego sortu, mniej wyrafinowany zamiennik szkła dmuchanego. Prasówka była popularna bo łatwiejsza i szybsza w masowej produkcji. Drostowie podeszli do niej jak do materiału rzeźbiarskiego. Część ich pomysłów wynikała z pragmatyzmu. Na przykład kuleczki w słynnym serwisie “Asteroid” (fragment poniżej) miały zamaskować słabą jakość masy szklanej, pełną niedoskonałości i kiepskiej przejrzystości.

 

 

Takich przypadków na styku technologii, sztuki i projektowania historia dizajnu zna setki. I to właśnie jest w tej dziedzinie najbardziej fascynujące: na dobry produkt składa się wiele elementów. A pragmatyzm wcale nie musi wykluczać estetyki!