Mindfulness, inaczej uważność, jest rodzajem UX-u dla naszego mózgu i nie powinna być celem samym w sobie. Jak używać jej w pragmatyczny sposób, podpowiada konkretne zdarzenie z życia Richarda Feynmana.   

słowa: Ania Diduch l fotografia: Wojtek Wieteska

XX wiek jest uważany za czas największych dotychczas odkryć we wszystkich dostępnych dziedzinach wiedzy. Poznaliśmy budowę naszego DNA, lepiej rozumiemy jelitową mikroflorę i jej rolę w odporności. Wiemy z czego składają się protony i neutrony, jaką budowę ma światło. Udało się nam lepiej zrozumieć geografię kosmosu. Mimo to, wciąż nie zbadaliśmy dokładnie jak funkcjonuje nasz mózg. Pod tym względem przypominamy 95% użytkowników smartfonów: operujemy wydajnym urządzeniem, ale nie wiemy jak, i dlaczego ono działa. Obsługujemy je dzięki sprawnie zaprojektowanym UXom (user experience): przyciskom i aplikacjom. Mindfulness – uważność, jest takim właśnie UX-em dla naszego mózgu. Tylko co ma z tym wszystkim wspólnego Richard Feynman?

Poza tym, że był świetnym fizykiem i matematykiem, a jego ustalenia realnie rozszerzyły te dwie dziedziny nauki, jest popkulturową ikoną spod znaku takich postaci jak Albert Einstein czy Steven Hawking (chociaż wciąż nieco mniej znanym). Przez dziesięciolecia pielęgnując wizerunek showmana-ekscentryka zrobił dla fizyki tyle samo dobrego, co poprzez swoje badania. Dużo lepiej słucha się przecież luzaka i pasjonata, niż zakurzonego intelektualisty, który dopiero wyszedł z laboratorium. Wiedza musi być pomnożona przez ilość zainspirowanych umysłów żeby nabrać sprawczości.

Marek Demiański z Instytutu Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Warszawskiego, autor wstępu do kolejnego wydania autobiografii „Pan raczy żartować, Panie Feynman” (wydawnictwo Znak, 2018), tak relacjonuje jego słowa podczas przemówienia do absolwentów CalTech’u w 1974 roku: „Miejcie oczy szeroko otwarte, bądźcie krytycznie nastawieni do wszystkiego, nauczcie się podziwiać piękno otaczającego nas świata i nad wszystkim – i o wszystkim – myślcie!”. Brzmi banalnie, prawda? Na szczęście dorobek Feynmana jest dowodem na skuteczność jego własnych rad (dla przypomnienia roku 1965 otrzymał nagrodę Nobla za wyjaśnienie jak światło przekazuje materii energię).

Dla mnie najciekawszym przykładem jego filozofii, stylu życia i praktycznego wykorzystania mindfulness-uważności (chociaż on sam nigdy tak tego nie nazwał), jest historyczna sytuacja pierwszego odpalenia bomby atomowej (był częścią projektu Manhattan, czyli programu badawczego USA nad bronią jądrową). W trakcie detonacji nie chciał założyć ochronnych, przyciemnianych gogli, zabezpieczył się tylko ekranem chroniący przed promieniowaniem ultrafioletowym. W ten sposób na własne oczy mógł zaobserwować jak białe światło przechodzi w żółte, a potem w pomarańczowe, jak zachowują się obłoki, jakim upiornym i pięknym zarazem światłem jarzy się zjonizowana atmosfera. W ten sposób stał się pierwszym człowiekiem, który w pełni zobaczył moc siły atomowej. Ale przecież nie zrobił tego, dla tego tytułu, prawda?

Stawiam tezę, że mindfulness to dzisiaj konieczność dla każdego, kto chce się czuć wolnym. Dlaczego? Bo w niepewnych czasach, w których przyszło nam żyć, produktem który zyska na wartości i będzie podstawą ekonomii – są relacje. Autentyczne, stabilne relacje. To z nich będzie płynąć innowacyjność, która ukształtuje globalną gospodarkę do roku 2050. A pierwszą podstawową relacją, której obsługi musimy być pewni, to relacja z samym sobą. Temu służy UX naszego mózgu: uważność, słuchanie oddechu, joga, a nawet spacer bez wyciągania komórki z kieszeni.

Kto nie ma problemów z tym ostatnim – niech pierwszy rzuci lajka. Ja te problemy mam. Przyłapuje się na tym, że spacerując po Łazienkach Królewskich chcę wyciągnąć telefon i sprawdzić, co słychać w internecie. Gdybym miała więcej samozaparcia, zostawiłabym telefon w domu. Wiem, że już wkrótce do tego dojrzeję.

A wracając do Feynmana. Anegdota z bombą atomową, z całą swoją kontrowersyjnością i może odrobiną naciąganej brawury, tak bardzo mi się podoba, bo w efektowny sposób pokazuje, że warto w skupieniu przyglądać się rzeczywistości. Bo to w nas, zainspirowanych tą rzeczywistością, są już zawarte wszystkie odpowiedzi na zagadki tego wszechświata. Nigdy nie wiesz, co cię zaskoczy, co odkryjesz i czy nie przytrafi ci się myśl, która zmieni twoje życie. Zachowanie Feynmana było pragmatyczne: taki miał styl pracy, chciał być jak najbliżej sedna zjawisk, które go interesowały, eksperymentować. I jeśli mówię o mindfulness jako kluczu do wolności, to też myślę o tym pragmatycznie. Wewnętrzna wolność to nie jest jakaś chmura na niebie do podziwiania z daleka tylko składnik niezbędny do życia, jak woda czy białko.

Dlatego w tym roku będę do znudzenia powtarzać za Kantem: „Dare to know!”. I dodam jeszcze od siebie: „Dare to breathe!”.

 

 

 

Po dalsze inspiracje zajrzyj tutaj:

Wykład Feynman’a o naturze światła

Odcinek serialu „Wyjaśniamy” na temat uważności

Minfulness 1.0.1./przewodnik dla początkujących na blinkist.com