Czy wiesz jak wygląda twój cyfrowy ślad? A powinieneś! Każdego dnia zostawiasz go w internecie.

 

Kultowy motyw przewodni z filmu Matrix: czarna plansza z jarzącymi się na zielono i przesuwającymi z góry na dół po ekranie cyframi. Na początku lat 2000 to była bardzo cool wizualizacja cyfrowego uniwersum. I choć pod względem plastycznym taka reprezentacja zestarzała się, to poczucie nieuchwytności cyfrowego świata jakie sobą reprezentuje – jest dalej aktualne.

Różnica polega na tym, że dziś to my pozostawiamy po sobie cyfrowe ślady: udostępniamy statusy, wrzucamy zdjęcia, meldujemy się w kawiarniach, wysyłamy maile. Wszystkie te zdarzenia są obserwowane i analizowane przez maszyny (sztuczną inteligencję), a nie na odwrót jak w filmie braci Wachowskich (bohaterowie Matrixa studiują przecież monitory nie dla zabicia czasu, tylko by poznać wewnętrzne życie programu). Cyfrowe odciski palców i stóp zostawiamy prawie nieświadomie. Dlaczego? W wielkim uproszczeniu: ponieważ korzystamy z aplikacji i urządzeń mobilnych, których używanie jest naturalne, intuicyjne, proste, możliwe natychmiastowo.

Pamiętam pewne zdanie, które przeczytałam w książce – monografii Wystawy Światowej zorganizowanej w 1900 roku. Autor próbując wyjaśnić genezę powstania tego typu imprez, napisał, że przez rewolucję przemysłową świat tak bardzo się „rozrósł”, że powstała potrzeba tworzenia jego syntezy. Innymi słowy, chodziło o potrzebę świadomości nowych opcji. Obecnie wystawy światowe zastąpiły konferencje naukowe. Jedną z nich jest FAM – Forum Aplikacji i Gier Mobilnych organizowane przez Fundację Culture Shock. Odwiedziłam jej trzecią edycję we wtorek, 8 października 2019, w Przestrzeń from Facebook na ulicy Koszykowej w Warszawie.

Konferencja została skonstruowana tak, by w kilka godzin zasygnalizować maksymalnie dużo zagadnień związanych z mobilnością. Wrażenie przesytu jest gwarantowane, ale to nie wina imprezy tylko tematu. Z takich wydarzeń wracam zawsze z kilkoma stronami urywanych notatek i jednymi, dwoma wspomnieniami slajdów, które zostają mi na dnie myśli na dłużej.

Na pewno zapamiętam jedną z plansz wyświetlonych przez Iwo Zmyślonego (umiemy.com), przedstawiającą ilustrację do pojęcia „cyfrowego bliźniaka”. „Digital twins” to wirtualne odpowiedniki fizycznie istniejących przedmiotów. Powstają poprzez pozyskiwanie informacji w czasie rzeczywistym przy użyciu specjalnych sensorów. W ten sposób powstają cyfrowe serca, budynki czy instalacje elektryczne. Na takich modelach testuje się rozwiązania bez ryzyka katastrofy, a jeśli wyniki są zadowalające – aplikuje się je fizycznie. W kontekście wspomnianych cyfrowych śladów w sieci, można powiedzieć ( tak sugeruje to Iwo), że każdy użytkownik facebooka czy przeglądarki buduje własnego bliźniaka: nie ma on naszej fizjonomii, ale jest naszym „sobowtórem”.

Świadomość takiego stanu rzeczy porusza mnie tym mocniej kiedy uświadomię sobie, że nieco ponad 200 lat temu niemiecki uczony Alexander von Humboldt, jako pierwszy człowiek na świecie, wyruszał w górę rzeki Orinoko żeby dokumentować rośliny, badać minerały oraz konstruować ręcznie mapy. Obkupiony w najdroższy istniejący wówczas sprzęt badawczy, którzy ważył kilkaset kilogramów i mieścił się w wielu skrzyniach. Żarły go komary, uciekał przed drapieżnymi zwierzętami, bywały tygodnie, że nie jadł. Aż trudno wyobrazić sobie wysiłek, jaki wykonał żeby zrozumieć funkcjonowanie dzikiej natury, pogody i klimatu.

To Humboldt pierwszy myślał o Ziemi, jako o zbiorze ekosystemów: elementów, które nawzajem na siebie oddziałują.  Z konferencji FAM wyszłam z poczuciem, że cyfrowość i mobilność konstruują alternatywny ekosystem istnienia: kolejny wszechświat. Wydaje się nam, że on istnieje równolegle do naszego, ale on nie jest ani obok, ani wewnątrz naszego świata. Wszelkie podobieństwa do rzeczywistości są pozorne. Cyfroland ma osobną, właściwą tylko sobie semantykę. Myślę, że jego architektura ma formy niepodobne do niczego, co znamy z oglądania rzeczywistości naszymi oczami. Nie czuję się przygotowana do swobodnego poruszania po takim ekosystemie, chociaż na co dzień korzystam z jego wygody. Może podobnie czuli się ludzie w XVII wieku, kiedy doświadczali pogody i pór roku? Może klimat jest interfejsem natury?

 

A w przerwach pomiędzy zadawaniem sobie tych pytań coraz częściej i z czułością myślę o mojej cyfrowej bliźniaczce. Czy dobrze je, czy skończyła już czytać Prousta i czy ma jej kto przynieść rano kawę do łóżka.