Robię dużo zdjęć telefonem, bo traktuję aparat jak notatnik. Screeny, podpisy dzieł sztuki, sytuacje z życia codziennego, które mnie inspirują – chcę je mieć zawsze pod ręką. Staram się je regularnie przeglądać bo często znajduję coś fajnego o czym zdążyłam zapomnieć. Na przykład ostatnio miłą niespodzianką był bliski kadr nieregularnej szarawej powierzchni pokrytej białymi kropkami. Pierwsze skojarzenie: powierzchnia księżyca albo odległa galaktyka.

To zdjęcie zostało zrobione z intencją żeby ukryć rzeczywistość i uruchomić wyobraźnię patrzącego.

Kulisy jego powstania są banalne: któregoś wieczoru pojechałam na naleśnika z Nutellą. Był pięknie podany: nieregularnie posmarowany krem wyglądał jak nałożony malarskim pędzlem. Kucharz posypał go cukrem pudrem z grudkami. Sfotografowałam to z góry, podczas gdy mój chłopak wykonał reżyserię światła: poza kadrem trzymał zapaloną swoją komórkę tak żeby wydobyć ostre cienie na powierzchni kremu. Koniec historii. Zrobiliśmy tylko jednego dubla, bo naleśnik pachniał zbyt dobrze żeby czekać, aż ostygnie.

Nie próbuję nikogo przekonać tym przykładem, że zdjęcie zrobione komórką może być dziełem sztuki, a ja jestem na drodze do bycia artystką. Takie fotki to tylko wizualne grypsy, które dają satysfakcję. Fajnie się je wspomina, fajnie się o nich pisze anegdotki w tekstach.

Ale jest coś wartościowego w metodzie używanej przez artystów: jest nią szukanie innego punktu widzenia niż ten najoczywistszy.

Zdjęcie naleśnika z Nutellą mogło być kolejnym, nudnym dokumentem kalorycznego posiłku. Dzięki prostemu pomysłowi ze światłem i odpowiedniemu kadrowaniu – zmieniło się w coś ciekawszego.

Ściganie się w kreatywności z samym sobą ma sens.

Robienie niebanalnych zdjęć ćwiczy szare komórki.

Są one szczególnie potrzebne nam właśnie teraz w drugiej dekadzie XXI wieku, kiedy tak wiele mówi się o rozwoju sztucznej inteligencji. Nie mam na myśli żadnych apokaliptycznych wizji, nie wierzę w zagładę ludzkości przez maszyny. Ale kiedy widzę na YT robota Sophie rozmawiającego z Willem Smithem, przełykam ślinę bo to, że sztuczne inteligencje przetwarzają wiedzę szybciej i lepiej od ludzi – jest zwyczajnie faktem. Ich ewolucja nie będzie trwała tyle tysięcy lat, co nasza. I kiedy czytam o wyzwaniach systemów edukacji opisywanych przez futurologa Laurent’a Alexandra to wiem, że kreatywność staje się zasobem pierwszej potrzeby. Rozwój sztucznej inteligencji zmieni układ sił na świecie.

Dlatego nie czekaj – ćwicz inteligencję, którą masz. 

Rób zdjęcia i kręć widea.

Przekraczaj konwencje.

Szukaj nowych punktów widzenia.

Trenuj abstrakcyjne myślenie.

Czytaj książki.

Pamiętaj: „Łyżka nie istnieje”.