Od kilku lat Instytut Dizajnu w Kielcach wysyłał nieśmiałe sygnały do reszty środowiska, że stać go na wiele. Sprawdziliśmy czy za kadencji nowego dyrektora artystycznego IDK nabierze wiatru w żagle

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat, gdy pieczę nad IDK sprawowała Monika Patuszyńska – uznana artystka ceramiczka z Warszawy – dizajnerskie oblicze Kielc znane było w Polsce przez pryzmat ciekawych ekspozycji. Zawsze gdy trafiało się na informację o kolejnej wystawie okazywała się ona niesztampową propozycją. Wymienić można na przykład „Nie.Stałość (et omnia vanitas)” – o motywach przemijania w projektowaniu, czy „Lekcja designu” o polskich przedmiotach tworzonych z myślą o dzieciach. To były wystawy, na które bardzo chciało się pójść, gdyby nie to że są w Kielcach. Stawianie sprawy w ten sposób jest krzywdzące, ale prawdziwe. Jeden dobry pokaz to za mało by wybrać się w trzygodzinną podróż do miejsca, w którym nic się nie dzieje. Trudno jest budować tożsamość nawet najlepiej wyposażonej instytucji, w mieście, które nie elektryzuje swoim klimatem, nie przyciąga turystów i ma dworzec na którym kawę serwuje jeden automat.

W takim krajobrazie IDK jest jak kosmiczny statek, róża pustyni lub perła w niebycie – jak lubi poetycko mówić o Instytucie jego nowy dyrektor artystyczny, Krzysztof Kucharczyk. Manager kultury, przez cztery lata kierował galerią Szkło i Ceramika BWA Wrocław, gdzie był kuratorem i producentem wystaw, a  ostatnio pracował jako głównym specjalista ds. projektów z dziedziny sztuk wizualnych w ramach Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Mając tak bogate doświadczenie momentami sam musi się w Kielcach czuć jak desantowiec innej cywilizacji. Lubi powtarzać, że jest szczęściarzem bo ma najlepszy zespół na świecie. Pracownicy IDK są profesjonalistami, mają świeże pomysły, nie są przeżarci rutyną ani wypaleni. Ich zderzenie z Kucharczykiem już w pierwszych miesiącach daje ciekawe i korzystne dla obu stron rezultaty. Odwiedzając Instytut czuje się dobrą energię, która lada moment zacznie promieniować poza mury Instytutu.

Lokalnie Idek – bo tak pieszczotliwie nazywają go Kielczanie – jest znany z silnego zaplecza edukacyjnego i warsztatowego. W programie są zajęcia z brandingu, cykl Tradycja+ dla seniorów i szeroki wyrób zajęć plastycznych a nawet czerpanie papieru. Opracowały je i wypromowały dziewczyny z działu edukacyjnego: Olga Grabiwoda, Aleksandra Banaś, Joanna Kurkiewicz. Dodatkowo Marta Dmochowska, która prowadzi pracownię ceramiczną organizuje m.in. warsztaty z ozdabiania i wypalania naczyń.  Miejsca na wszystkie zajęcia znikają zwykle w ciągu pierwszych kilku godzin od ogłoszenia naboru.

To w oparciu o wiernych warsztatowiczów, i ich rodziny Krzysiek Kucharczyk chce zbudować spójny wizerunek Instytutu Dizajnu w Kielcach. IDK ma być miejscem, które oddamy w ręce mieszkańców, tak by poczuli że też jest ich. Każdy zaangażowany gość ściągnie kolejnych. – wylicza Kucharczyk i ma też pomysł na bardziej globalny wizerunek instytucji. Za niedługo jedna z sal, która dziś jest magazynem zostanie przekształcona w miejsce pobytu dla rezydujących artystów. Mając pełen wikt i opierunek będą mogli swobodnie korzystać ze świetnie wyposażonych pracowni ceramiki, tkanin, stolarni i … drukarek 3D. W gmachu Idka rezyduje FabLab. To stowarzyszenie, które organizuje największe targi druku 3D w Polsce. Ich dizajnerskie zacięcie świetnie uzupełnia oblicze Instytutu. Ostatnio zespół Idka i FabLabu połączył siły aby wydrukować pierwsze na świecie naczynie z porcelanowym, rzeźbiarskim uchem. Wszyscy zachodzą w głowę jak to zrobiliśmy – chwali Krzysiek Kucharczyk.

Mimo, że Kucharczyk pełni funkcje dyrektora artystycznego, wprowadza też sporo drobnych interwencji administracyjnych, które oswajają imponujące, ascetyczne wnętrza Instytutu i wpływają na komfort pracy oraz tak zwane „pierwsze wrażenie”. Przykładem jest chociażby hall główny ze słynną fasolką, czyli efektownym choć mało funkcjonalnym kontuarem. Całkowicie zakrywa siedzącą za nim osobę i nie pozwala eksponować naszych broszur. Recepcję zrobimy kawałek dalej, a obok fasolki powstanie ściana zieleni. Już zamówiliśmy system hydroponiczny, a doniczki wydrukujemy sami dzięki wsparciu FabLabu – opowiada Kucharczyk. Z kolei nieużywane dotychczas gabloty w korytarzu łączącym pracownie, teraz są zaaranżowane eksponatami nawiązującymi do aktualnej ekspozycji głównej (do 17.02 jest to Fair Building z XV Biennale Architektury w Wenecji). W przyszłości mają się tam odbywać mikro pokazy bazujące na tym, co powstaje w pracowniach. Przestrzeń będzie oddana najmłodszym i będzie się nazywać „Na Zachętę”.

Łódź ma Design Festival, Wrocław ponad półwieczną projektową tradycję, Poznań chełpi się School of Form i Areną Design. Jeśli w modnych pismach o sztuce pisze się z wypiekami na policzkach o byłej sanatoryjnej miejscowości Sokołowsko i planowanych tam kulturalnych inwestycjach to tym bardziej jest o czym pisać i czym się zachwycać w kontekście IDK. Kielce mają wszelkie predyspozycje do tego by stać się modną destynacją miłośników projektowania. Jeszcze tylko niech otworzą tam jakiś porządny bar i można zaczynać rewolucję.