Dokładnie pięćset lat temu Tomasz Morus wydał swoją słynną „Utopię” – opowieść o idealnym państwie. Z tej okazji londyński instytut kulturalny Somerset House ogłosił rok 2016, rokiem „wyobraźni i możliwości”. Radykalna wizja Morusa będzie przedmiotem dyskusji na polu sztuki, designu i filmu. Rozważania mają dotyczyć nie tyle samego dzieła, co uchwyconych tam mechanizmów budowania idealnej rzeczywistości. Tylko czy są jeszcze na świecie prawdziwi marzyciele i utopiści, którym podobne wskazówki mogłyby się na cokolwiek przydać?

Pisząc „Utopię” Morus inspirował się „Państwem” Platona, które zostało wówczas świeżo co przetłumaczone na łacinę. Czerpanie inspiracji z antyku było nie bez znaczenia dla ostatecznej formy dzieła angielskiego filozofa. Renesansowe utopie w dużej mierze oparte były na kanonie wartości chrześcijańskich, z wyrzeczeniem i eschatologią na czele. Skąd w takim razie zainteresowanie doczesnością? Chodziło o to, aby uporządkować rzeczywistość tak żeby jak najmniej wpływała na ewentualne wypaczenia chrześcijańskiej etyki. Moralność i prawo miały stanowić jedność na służbie szlachetnemu celowi: gwarancji szczęścia i porządku, a przy okazji rozwojowi gospodarczemu oraz kulturalnemu. W dziele Morusa „siła duchowa” która ma powodować władcą idealnego państwa, zostaje zastąpiona „siłą intelektu”. To pokłosie platońskiego marzenia o tym by państwem rządzili filozofowie.

Morus, będąc stuprocentowym katolikiem silnie potępiającym powołanie kościoła anglikańskiego, stworzył dzieło które przewartościowało zależność między wiarą a intelektem. Czy można by wymyślić coś bardziej świeckiego? Morus opisał państwo idealne z dystansem i przekąsem, ale nie docenił umiejętności pojmowania sarkazmu u swoich czytelników oraz naśladowców. Po wydaniu „Utopii” pisanie podobnych filozoficznych rozpraw stało się modne. W sumie, ma to sens jeśli wziąć po uwagę ówczesne problemy na łonie Kościoła, rosnącą w siłę kontrreformację i związane z nią nastroje „nowego początku”.

Utopia jest designerskim Eldorado. Twór, który nie występuje w naturze, bo trzeba go dopiero stworzyć, zaprojektować. Z biegiem lat utopia i mechanizmy jej tworzenia, zaczęły żyć własnym życiem. Stały się aktywnym składnikiem ideologii modernizmu, czyli zamysłu przebudowy świata. Nowy człowiek miał ukształtować się dzięki przebywaniu w odpowiednio zaprojektowanych domach, otoczony dobrze zaprojektowanymi przedmiotami, itd. Dziś, w zależności od miejsca gdzie przyszło nam żyć i od statusu materialnego jaki posiadamy, silniej lub słabiej odczuwamy skutki idealistycznych założeń modernizmu. Z „Utopii” Morusa do naszych czasów przetrwała natomiast wiara w „siłę intelektu”. Dziś żyjemy w kulturze, w której każdy może być twórcą i marzycielem, co więcej może się z tego utrzymać. Warunki są dwa. Pierwszy: musi być podłączony do internetu. Drugi – o banalności! – musi zgromadzić odpowiedni kapitał.

Złota zasada

Brzmi ona tak: kto ma złoto, ten stwarza zasady. To jedno z praw Murphy’ego, tego samego, który uznawał, że jeśli coś może pójść źle – zapewne pójdzie. Z kolei o tym, jak coś może pójść dobrze dzięki odpowiedniej ilości pieniędzy wiedział nie kto inny tylko William Szekspir. To drugi, niemniej ważny od Morusa patron roku 2016. Właśnie obchodzimy 400-steną rocznicę jego śmierci. Jej celebracja jest okraszona programem imprez pod patronatem British Concuil, liczne imprezy odbywają się także w Polsce.

Paul Mason, brytyjski dziennikarz i autor książki „Postcapitalism: A guide to our future” (wyd. Penguin, 2015), uważa, że wszystkie sztuki Szekspira są o kapitalizmie. Teorię tę wyłożył parę miesięcy temu na łamach The Guardiana. Przywołuje ją również Wojciech Orliński w najnowszym numerze magazynu „Książki”, z marca tego roku. Według Masona wspólnym elementem fabuły wszystkich dzieł Szekspira jest przemiana procesu produkcji: przejście od feudalizmu do kapitalizmu. W średniowieczu rzadko rozliczano się w pieniądzach. Najczęściej stosowano wymianę towarową: żywność, tkaniny, itd. Odkrycie Ameryki skutkowało pojawieniem się złota i w rezultacie coraz chętniej płacono monetami. Co za tym idzie wzrosła również pozycja osób zajmujących się twardą walutą, czyli bankierów i kancelistów. Władzę miał więc ten kto miał i pieniądze i dobrych urzędników. Ryszard III nie doceniał tego faktu, dlatego dynastia Plantagenetów zakończyła się właśnie na nim. Szekspir sportretował go jako największego łotra wszech czasów, bo… świetnie rozumiał co znaczy fakt, że aktualnie to Elżbieta z dynastii Tudorów dysponuje zapasem złotych monet.

Kultura Kickstartera

Dziś złota zasada wciąż obowiązuje, ale powstało zdecydowanie więcej opcji pozyskiwania kapitału przez kreatywnych. Jedną z najbardziej liberalnych jest crowdfounding. Morus umieścił swój idealny ustrój na wyspie – „Utopia” była nazwą geograficzną. W XXI wieku miejsca, gdzie spełniają się marzenia istnieją wirtualnie, choć gromadzą całkiem realne sumy. Strony takie jak Kickstarter to dziś największe siedliska marzycieli i wizjonerów. Dzięki podobnym portalom pojęcie „kreatywności” rozlało się po wszystkich dziedzinach życia: od produkcji patelni, przez mobilne aplikacje na książkach i sztuce kończąc. W kulturze Kickstartera panuje zasada win-win: twórcy czują się zrealizowani, a klienci zadowoleni bo dostają produkty dokładnie odpowiadające ich gustom. Kreatywność zasila innowacyjność: kolejne współczesne pojęcie pasujące do roku „wyobraźni i możliwości”. Kreatywności i innowacyjności towarzyszy atmosfera hurraoptymizmu, poczucia, że świat zmienia się na lepsze.

Warto odnotować, że XX wiek ujawnił też negatywne oblicze kreatywności. Objawiło się ono w świecie finansów. To właśnie kreatywność amerykańskich banków w latach 70. doprowadziła do upowszechnienia się sekurytyzacji. To operacja finansowa umożliwiająca instytucjom finansowym i bankom pozyskanie nowego kapitału. Polega na zamianie należności (np. kredytu) na papiery wartościowe. Pierwsze tego typu transakcje dotyczące wyłącznie kredytów hipotecznych przeprowadzono w 1970 w Stanach Zjednoczonych. Emisja tych papierów dawała finansistom pewne zyski, inwestorom – perspektywę zysków, ale przeniosła ryzyko inwestycyjne na tych drugich. Sekurytyzacja wraz z wynalazkiem strukturyzowanych instrumentów finansowych jest rozpatrywana jako jedna z przyczyn wielkiego kryzysu finansowego z lat 2007, 2008.

A skoro o finansach w kontekście kreatywności mowa, byłoby poważnym niedopatrzeniem aby w roku „wyobraźni i możliwości” nie sięgnąć po monografię Naila Fergusona „Dom Rothschildów. Tom pierwszy: prorocy finansowi 1798-1848”. Właśnie ukazała się nakładem krakowskiego Wydawnictwa Literackiego. Tom pierwszy w fascynujący sposób opisuje okres budowy potęgi rodziny Rothschildów. Choć dziś nie są już tak bogaci jak kiedyś to wciąż mają się świetnie i nawet w Polsce można zaciągnąć sobie u nich kredyt.

Wyobraźnia dla równości

Wróćmy jednak do pojęcia utopii i jej miejsca w teraźniejszości. Do maja trwa w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej wystawa „Chleb i róże”. Jej tematem są społeczne przemiany i sposoby w jaki reagują na nie artyści. Przechadzając się po tej ekspozycji szybko można przekonać się o dwóch rzeczach. Po pierwsze, jak trudno być dziś utopistą, idealistą lub marzycielem, bo świat jest pełen zatrważających nierówności, o których my, ludzie z pierwszego świata na co dzień myślimy. Po drugie, jak bardzo przydałaby się dzisiaj jakaś utopia, ale taka serio, taka która mogłaby się ziścić.

Jeśli wymyślając ją chciałoby się czerpać inspirację z Morusa (i może innych bohaterów tego tekstu także) to trzeba wzorem angielskiego filozofa nauczyć się odróżniać bycie idealistą od bycia idiotą. Granica jest cienka, ale różnica więcej niż subtelna. Oto świetny przykład jak prawidłowo podejść do sprawy: idealistą-realistą jest na pewno jeden z artystów z wystawy „Chleb i róże”, Holender Renzo Martensa. Zaprosił źle opłacanych pracowników plantacji kakaowca w Kongo do wykonania rzeźb. Ich kopie są w Europie odlewane z czekolady i sprzedawane w prywatnych galeriach, a zyski wracają do Konga. Może w takim razie dałoby się naprawić świat przy pomocy morusowskiej „siły intelektu”? W każdym razie spróbować nie zaszkodzi.