Gdy słyszymy hasło „przestrzeń publiczna” to przed oczami stają nam rozległe ulice, place, skwery – niekiedy nowoczesne i funkcjonalne, a niekiedy obskurne. Tymczasem jeszcze dwieście lat temu, na początku XIX wieku główną przestrzenią publiczną był parkiet taneczny. To właśnie na balach, tak skrupulatnie opisywanych przez Jane Austen, odbywał się spektakl życia publicznego. Przyjęcia były jedną okazją do tego, by młode kobiety i mężczyźni spędzali wspólnie czas. Odbywało się to oczywiście pod bacznym okiem rodziców i w ściśle narzuconej konwencji. Ówczesne tańce były tak „zaprojektowane” by ograniczyć dotyk do minimum.

Od tamtego czasu w temacie przestrzeni publicznej oraz prywatnej – i ich wzajemnych relacjach – zmieniło się dosłownie wszystko. Powyższy przykład pokazuje jednak, że „publiczność” i „prywatność” potrafią bardzo zależeć od kontekstu kulturowego, oraz że ich odrębność zawsze była dość umowna. Dlatego wytyczano nieoczywiste granice prywatności: na przykład nakrycie głowy noszono w miejscach publicznych, służyło ono (prócz oczywistej ochrony przed słońcem czy deszczem) do manifestowania swojej przynależności klasowej, pozycji społecznej, stanu cywilnego. Dlatego właśnie nasze prababki nigdy nie pokazałyby się w miejscu publicznym bez nakrycia głowy, a w przestrzeni prywatnej owszem.

Z kolei instalacja-pojazd dla bezdomnego Krzysztofa Wodiczki z 1988 roku oraz najwęższy dom na świecie – Dom Kereta w Warszawie, to dwa dowody pokazujące, że aby przestrzeń osiągnęła status prywatnej, wystarczy nieraz bardzo niewiele. Minimalizm związany ze strefą prywatną nie dotyczy zresztą wyłącznie powierzchni. Meble, które kupujemy muszą być lekkie i funkcjonalne, by sprawdzały się w małych, często wynajmowanych przestrzeniach. Coraz częściej przenosimy się też z miejsca na miejsce, więc nasze przedmioty muszą być łatwe w transporcie. Wszystkie te zagadnienia mieszczą się w kulturze współczesnego nomadyzmu. Dzisiejsi nomadzi mają luźne podejście do prywatności. Potrafi się ona wyrażać w bardzo symboliczny sposób, jak poprzez drobne pamiątki z podróży lub ulubione książki.

Interesujący dialog z kulturą współczesnych nomadów i ich pojmowaniem przestrzeni prywatnej podejmuje praca Any Rewakowicz, ukraińskiej artystki polskiego pochodzenia. SleepingBagDress to prototyp ubrania. Wygląda jak kimono składające się z wielu przezroczystych i matowych warstw, ale może być nadmuchane tak, by stworzyć przestrzeń do „zamieszkania” przez jedną lub dwie osoby. Ten projekt jest częścią poszukiwań artysty z pogranicza mody i architektury.

Taki strój z możliwością zmiany w schronienie zapewne z ulgą przywdziałaby Grace – główna bohaterka filmu Dogville Larsa von Triera. Teatralna scenografia Dogville jest dziś ikoniczna, a w kontekście bieżącego numeru priv.-a – wyjątkowa. W najbardziej widowiskowy sposób ilustruje tezę o tym, że granice między prywatnym a publicznym są wyłącznie kwestią odpowiedniego rozłożenia akcentów. Co więcej, przestrzenie publiczne czerpią pełnymi garściami z wnętrz mieszkalnych – naśladując ich funkcję budowania i umacniania więzi międzyludzkich.

Do niedawna właśnie to odzwierciedlenia relacji społecznych było głównym zadaniem jakie stawiano projektom dla przestrzeni publicznych. Dziś wraz z nieustającym napływem ludzi do miast, zagadnienie to ustępuje racjonalnemu wykorzystywaniu zasobów, zaopatrywanie w jedzenie, walka z zanieczyszczeniami, czy znoszeniu barier architektonicznych wobec osób niepełnosprawnych. To wyzwania dla wszystkich miast jest szczególnie palące w przypadku  tak zwanych megamiast, czyli skupisk przekraczających dziesięć milionów mieszkańców.

Te i podobne zagadnienia podejmowała niedawno objazdowa wystawa (2013-2015) Reprogramming The City: Opportunities for Urban Infrastructure. Pokazano ją w Bostonie, Kopenhadze i Sztokholmie. Był to przegląd różnych propozycji projektów z całego świata, które modyfikowały istniejące elementy miejskiej infrastruktury tak, by bardziej służyć mieszkańcom i środowisku. Chodziło o pokazanie pozytywnych przykładów, w jaki sposób miasta mogą lepiej funkcjonować bez wielkich rewolucji – jedynie dzięki przemyślanym ulepszeniom. Wystawa wskazywała w jaki sposób zastane elementy miasta zamiast stanowić końcowy efekt projektowania przestrzeni publicznej, mogą być puntem wyjścia do jej przearanżowania. Znalazły się tam takie pomysły jak przystanek autobusowy przystosowany do produkcji światła przypominającego słoneczne (światłoterapia w Szwecji) czy billboard absorbujący wilgoć z powietrza i przetwarzający ją w wodę zdatną do picia (Chile).

Tymczasem w Polsce przeżywamy przebudzenie w kwestii dbania o przestrzeń publiczną. Jednym z objawów są oddolne ruchy takie jak „Miasto jest nasze”, profil na FB Miasto2077, czy cały szereg debat toczących się wokół zagospodarowania publicznych przestrzeni. Ostatnio najbardziej gorącym tematem w Stolicy jest projekt nowego Placu Defilad, gdzie ma stanąć budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej, oraz Teatr Rozmaitości. Architekci związani z tą aranżacją właśnie pracują nad koncepcją, jak ma wyglądać przestrzeń między budynkami Muzeum, Teatru i mającego powstać naprzeciwko bliźniaczego budynku o nieznanym dziś przeznaczeniu. Ciekawą inicjatywą z Polski, tym razem z Pomorza, nastawioną na budowanie przestrzeni miejskiej jest festiwal ArtLoop z Sopotu. Co roku przy pomocy artystycznych interwencji i tymczasowych mebli miejskich, festiwal walczy ze stereotypem Sopotu jako miejsca wyłącznie turystycznego. Inną imprezą, która przy pomocy designu próbuje poszukiwać nowej tożsamości miasta i pozytywnie przekształcać jego przestrzeń jest Gdynia Design Days. Z kolei wyjście ku zagadnieniom zrównoważonego projektowania przestrzeni miejskich i publicznych jest pomysł na Pawilon Polski na nadchodzącym Biennale Architektury w Wenecji. Zostanie w nim zaprezentowana praca Dominiki Janickiej i Michala Gdaka z Institute of Design Kielce. „Podwójna fasada” będzie zwracać uwagę na nieobecny w debacie architektonicznej problem warunków pracy pracowników budowlanych oraz kwestię etycznych aspektów produkowania architektury.