W ósmym numerze priv.-a pisaliśmy o tym jak snucie opowieści zmieniło się z powodu nowych technologii. Aby zgłębić temat przeprowadziliśmy wywiad z Anną Despons – kuratorką wystawy „Opowiadanie na nowo” w Narodowym Instytucie Audiowizualnym.

 

Czemu to ważne aby mówić o tym, że dzięki nowym technologiom zmienia się także sposób opowiadania historii?

​Wydaje mi się, że juz minęły czasy, kiedy technologia była wystarczającym pretekstem do uznania jej samej za sztukę. Dziś trudno nawet mówić o nowych mediach czy technologiach, bo większość z nich otacza nas na co dzień. Stają się przeźroczystą formą, narzędziem, które pozwala ​na stworzenie czegoś więcej. W wypadku wystawy „Opowiadanie na nowo” – interaktywnych, nielinearnych prac narracyjnych.

W czasach, gdy każdy może być twórcą, towarem deficytowym nie są treści, ale ich jakość i uwaga widzów. Opowiadanie dobrych historii to sposób na podjęcie wyzwania utrzymania uwagi widzów w naszych stechnologizowanych czasach. Jednocześnie różnorodność narzędzi sprawia, że powstają nowe hybrydowe formy doświadczenia, które tworzą nową jakość opowieści. Po obejrzeniu ich ma się poczucie, ze to nie jest jedynie suma składników, ale nowa jakość wynikająca z ich połączenia.

​​Gdzie najlepiej śledzić rozwój zjawiska „nowego opowiadania” o którym traktuje wystawa? Czy istnieją już dedykowane tej dziedzinie portale lub magazyny?

​To zależy w jakim kraju. W Polsce cały czas temat jest nowy i świeży. Nasza wystawa w Narodowym Instytucie Audiowizualnym jest pierwszym krokiem​ w kierunku tworzenia świadomości narracyjnych form.​ Dwutygodnik.com, magazyn online wydawany przez NInA często publikuje teksty o tych nowych formach.​ W tym roku na Krakowskim Festiwalu Filmowym odbyła się prezentacja interaktywnych projektów.​​ ​Jest kilka fanpejdzy na FB. ​​Brakuje jednak instytucji odpowiedzialnych za wspieranie rynku​ ​i rozwój narracyjnych form multimedialnych.

Zagranicą właściwie wszystkie duże festiwale filmowe mają sekcje interaktywne – SXSW, Tribeca, Berlinale. To tam zwykle prezentowane są najciekawsze nowości. Na świecie jest mnóstwo blogów, podkastów, wydawnictw, które śledzą i komentują nowe formaty. Warto obserwować Twittery twórców trans-medialnych czy kuratorów wymienionych festiwali. Większość z nich jest  po angielsku. Ostatnio rozmawiałam z osobami z Niemiec i z Polski na temat słownictwa. Nie ma lokalnych, precyzyjnych odpowiedników pojęć takich jak cross-media, wedoki czy storytelling.

Mówi się, że technologie spłycają nasze relacje z otoczeniem i stępiają przeżywanie emocji, ale na przykładzie prac z Waszej wystawi widać, że technologie wcale nie są takie odhumanizowane: dostarczają nowych, bardziej złożonych doznań intelektualnych i zmysłowych. To jeszcze sztuka czy już czysta rozrywka?

Wiele z prac na wystawie to prace dokumentalne – zaangażowane, zrobione w konkretnym celu. Pokazujemy też formy narracyjne, które skupiają się na opowiedzeniu historii.​ Zależało nam, żeby zaprezentować prace, które są alternatywą dla klasycznych form audiowizualnych. Powstaje mnóstwo prac trans-medialnych o czysto rozrywkowym charakterze. Nas interesuje jednak połączenie doświadczenia z historią. To interaktywne prace, które z tradycyjnych form sztuki najbliższe są kinu – wykorzystują język filmu, ale używają nowych narzędzi. W ten sposób zmuszają nas do refleksji nad współczesnymi narracjami. Nie jest to w żadnym razie czysta rozrywka. Ale nie znaczy to, ze nie są wciągające czy zabawne.

Na wystawie pokazujemy na przykład slow tv – powolną telewizję. To wielogodzinne programy, szczególnie popularne w Norwegii. Najdłuższy trwa 6 dni i jest podróżą statkiem z jednego końca Norwegii na drugi. W szczytowym momencie co drugi Norweg obejrzał ten program. Bardzo popularny był też ośmiogodzinny program o paleniu drewnem w kominku – zainspirowany bestsellerową książką o tej samej tematyce. Na wystawie pokazujemy Tokyo Reverse – wielogodzinny spacer po Tokio.

Inny przykład: dokumentalne gra Type:Rider o historii czcionek, zrobiona przez francusko-niemiecką stację telewizyjną Arte. Okazała się olbrzymim sukcesem, pobrano ją w 140 krajach świata. Był tydzień, kiedy miała więcej pobrań niż Angry Birds.

Na wystawie są też prace w wirtualnej rzeczywistości – po założeniu okularów VR przenosimy się do innego świata. To zupełnie nowe medium, w którym przedstawiony świat jest kulisty, a opowieść ciągła – nie ma cięć. A to one tworzyły znaczenie w tradycyjnym kinie. Musimy wykształcić nowe sposoby wykorzystywana VR do opowiadania historii. Ale samo doświadczenie jest bardzo zmysłowe. Na VR powstają piękne prace, które przenoszą nas w inne światy. Wystawę odwiedziły osoby, które płakały ze wzruszenia po zobaczeniu w okularach Arktyki.